sobota, 21 września 2013

Rozdział II

1 września 1996r.



                  Rozgoryczona przepychałam się przez zatłoczone korytarze wagonów pociągu. Fakt, że nigdzie nie mogłam znaleźć ani wolnego przedziału, ani mojej najlepszej przyjaciółki denerwował mnie. Ale byłam sama sobie winna.

                 Kto późno przychodzi, ten sam sobie szkodzi - niemalże mogłam usłyszeć te słowa, wypowiedziane tuż nam moim uchem przez moje obydwie babcie.

                  Miały rację.
                 Jak zawsze.

                Wolny przedział znalazłam dopiero tuż przy samej lokomotywie. Wiedziałam, dlaczego akurat tam. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał podpaść prefektom już na samym początku roku szkolnego, prawda?

                Nie widząc innego wyjścia , zmęczona usiadłam na czerwonym siedzeniu z zamiarem czekania na koniec podróży. W międzyczasie mój wzrok spoczął na oknie, przez które przewijało się tysiące cudnych obrazów. Nie mogłam uwierzyć, że wcześniej ich nie zauważyłam! To niewiarygodne, jak towarzystwo innych ludzi może uczynić człowieka ślepym na cuda natury.
                             

               Z nabożnym milczeniem patrzyłam na rozciągające się aż po horyzont, oświetlone przez słońce, brytyjskie łąki, które wręcz pękały w szwach od nadmiaru chabrów, astrów i wrzosów. Miałam wielką ochotę wysiąść z pędzącego przed siebie pociągu, zanurzyć się w nich i poczuć ich zapach, który musiał być piękny.

              Jednakże patrząc na ten przechodzący w różne odcienie niebieskiego dywan, utkany ze świeżych, jesiennych kwiatów, cały czas myślami byłam daleko, wznosząc się duchem ponad łagodne pagórki i świerkowe lasy.

              Martwiłam się przede wszystkim o Elly, moją przyjaciółkę, której nigdy - w przeciągu tych ostatnich siedmiu lat - nie zdarzyło się spóźnić. Byłam niemal pewna, że stało jej się coś złego, skoro nawet nie znalazła chwili czasu, żeby skrobnąć do mnie choć krótkiego zdania, wyjaśniającego jej nieobecność.
  
             Obiecałam sobie, że pierwszą rzeczą, którą zrobię po przyjeździe do Hogwartu będzie wysłanie do Elli sowy z zapytaniem, co się jej stało. Zrobiłabym to teraz, ale moja sowa została wraz z resztą moich rzeczy w Londynie. Swoją drogą byłam bardzo ciekawa jak babcia Gabriella rozwiąże ten problem.

             Nagle moje rozmyślania przerwał spokojny, lekko znudzony głos, na który mimowolnie podskoczyłam na siedzeniu jak oparzona,

            - To gdzie masz ten bagaż? - spytał właściciel owego głosu, zamykając za sobą drzwi mojego przedziału. 

            Zdezorientowana patrzyłam na siadającego na przeciw mnie ślizgona. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzą moje oczy. Przecież on, ten słynny Christopher Nightwood, miał w głębokiej pogardzie wszystkich nienależących do domu Slytherina czarodziejów!  Dlaczego więc się teraz do mnie przysiadł? Dlaczego przed dwoma godzinami pomógł mi wsiąść do pociągu?


             Nie rozumiałam tego. Miałam mętlik w głowie.

             - Doczekam się tej odpowiedzi? - spytał, a w jego zielonych oczach iskierki rozbawienia.
             - Przepraszam - powiedziałam cicho, spuszczając wzrok - zamyśliłam się

             - Zauważyłem, Marisso - powiedział jak gdyby nigdy nic się nie stało, szelmowsko się przy tym uśmiechając.

            Na jego słowa zapaliła się w moim umyśle czerwona lampka, zwiastująca niebezpieczeństwo (tudzież pana Fitcha)

             - Skąd wiesz jak się nazywam ? - zapytałam niemal natychmiast

             - Od sześciu lat chodzimy razem na zaklęcia, transmutację i eliksiry. Jak mogę nie znać twojego imienia, Marisso? - odpowiedział hipnotyzującym tonem, marszcząc przy tym brwi.

             - Ou - zdołałam wybąknąć.

             Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Na moje policzki wkradł się rumieniec, kiedy dotarło do mnie, jakiego rodzaju pytanie mu zadałam. W tym momencie czułam się jak najgorsza idiotka.

            Christopher nie powiedział nic. Ostrożnie więc podniosłam wzrok i spojrzałam na niego. Siedział wpatrzony w okno.

              Korzystając więc z okazji dokładnie mu się przyjrzałam. Nightwood ubrany by w czarne jeansowe spodnie, tego samego koloru skórzaną kurtkę i białą, klasyczną koszulę. Jego brązowe włosy sterczały mu we wszystkie możliwe strony, krzyczały, żeby je przygładzić. Idealnie skrojone usta doskonale wtapiały się w lekko opaloną skórę, a jego zielone oczy chochlika  z rozmarzeniem wpatrywały się w angielski krajobraz.

              Była bardzo przystojnym mężczyzną. Rozumiałam dlaczego nazywano go bożyszczem nastolatek. Z wyglądem “bad boy’a” i naturą samotnika tworzył wręcz wymarzoną partię w murach Hogwartu.

             W pewnym momencie Christopher odwrócił się i prześwietlił mnie wzrokiem. Na moje policzki ponownie zawitał rumieniec, kiedy zdałam sobie sprawę, że bezczelnie się na niego gapiłam.

             - Odpowiesz mi w końcu? - tym razem w jego głębokim głosie zabrzmiał ton zniecierpliwienia, który sprawił, że moje usta same ułożyły się do odpowiedzi.

             - W Dziurawym Kotle babcia spotkała starą znajomą i tak się wciągnęła w rozmowę, że zupełnie zapomniała o Expressie ... - zaczęłam

              - Nie rozumiem - przerwał mi, drapiąc się po głowie - Jaki ma związek jedno z drugim?

              - Musiałam zostawić babcię z moim bagażem i pobiec na pociąg - wyjaśniłam mu - w innym wypadku bym się spóźniła

              - Ale ... przecież jesteś czarownicą! - krzyknął, na co moje serce gwałtownie przyspieszyło, a oczy rozszerzyły się pod wpływem strachu.

              Nie od dziś wiedziałam o impulsywnej Christophera i jego niechęci do mugolskich sposobów radzenia sobie. A dokładna liczba uczniów trafiających przez niego do Skrzydła Szpitalnego znana była tylko pani Pomfrey.

              - Mogłaś się teleportować - dodał spokojniej widząc zapewne moje zdenerwowanie

              - Nie mogłam - powiedziałam, starając się ze wszystkich sił zachować opanowany ton głosu - Nie mam jeszcze skończonych siedemnastu lat.

              - W takim razie to inna rozmowa - oznajmiwszy to wyciągnął z tylnej kieszeni swoich jeansów różdżkę i szepnął - Accio bagaż Marissy

             W osłupieniu patrzyłam jak otwiera okno, prze które po kilku sekundach wleciał mój kufer. Postawił go na podłodze i schował swoja różdżkę na jej miejsce.

            Całkowicie odebrało mi mowę.. Byłam zdziwiona jego zachowaniem. Przecież przez ostatnie sześć nawet na mnie nie spojrzał, słowem się nie odezwał!

             A tu proszę...

             Nie wiedziałam jak mam to wszystko odebrać. Jak się zachować. Byłam zagubiona i czułam się przy nim niezręcznie. Toczyłam w sobie wewnętrzna walkę. Jedna część mnie krzyczała, żebym uciekała od niego najszybciej jak się da. Druga zaś chciała z nim zostać i poddać się temu magnetycznemu przyciąganiu, którym emanowała cala jego osoba.

           Byłam w emocjonalnym potrzasku, choć wiedziałam, że jeszcze niecałe pół roku temu oddałbym za chwilę z nim spędzoną własna różdżkę.

           - Dziękuję Christopherze - zaczęłam ostrożnie - ale nie musiałeś tego robić. Poradziłabym sobie.

           - Musiałem, Marisso - powiedział jednocześnie ziewając - Jak byś się prezentowała na Wielkiej Uczcie bez mundurka? Przecież to by było niedopuszczalne! - dodał doskonale udając głos profesor McGonagall

           Parsknęłam na tę uwagę śmiechem

           - Faktycznie - śmiałam się - McGonagall dałaby mi wtedy popalić. Już to sobie wyobrażam. Jak nic dostałabym tygodniowy szlaban.

           - Bo według niej nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie roku szkolnego, niż przepisywanie rozlatujących się książek pod czujnym okiem pani Pince - dodał z uśmiechem od ucha do ucha

            Wow. Nie znałam go od tej strony. Zawsze był ponury, nigdy się nie uśmiechał. Wydawał się być znudzony życiem. Teraz był zupełnie innym człowiekiem. Podobało mi się to.

            - Christopher? - zapytałam nienaturalnie przeciągając sylaby

            - Chris - powiedział, patrząc mi w oczy - mów mi Chris

             Zamrugałam zaskoczona jego prośbą. To chyba mi się śni - pomyślałam

             - A więc Chris - całą siłą woli przeciwstawiłam się chęci odwrócenia wzroku, a tylko Merlin wie, jaką na to miałam ochotę - Mogę Ci zadać jedno pytanie?

            Na moje słowa ślizgon wyprostował się i przybrał poważny wyraz twarzy.

            - Oczywiście - odrzekł

            Wzięłam dla uspokojenia głęboki wdech i powiedziałam na głos to, co od dawna leżało mi na sercu.

            - Dlaczego to robisz?

           Chłopak popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem

            - Co niby robię ? - spytał

            Czułam się głupio. Nie chciałam mu tłumaczyć dlaczego jego towarzystwo jest dla mnie ... tak zaskakujące. Poza tym miałam dziwne wrażenie, że siedzę przy nim zupełnie naga, bez jakiejkolwiek ochrony, zupełnie tak, jak gdyby miał w swoich oczach wiązki rentgena. Wytrącało mnie to z równowagi.

           - Siedzisz tu, rozmawiasz ze mną. Dlaczego? Przecież ... my właściwie się nie znamy ... - mimo moich usilny starań głos drżał mi niczym drut wprawiony w drgania, odkrywając jednocześnie poziom mojego zdenerwowania.


             - Hmm... - zamruczał - Przeszkadza ci to ? - zapytał

             - Nie - odpowiedziałam szybko - oczywiście, że nie, ale ... nie rozumiem tego.
               
             - To dobrze - powiedział, i ku mojemu pełnemu zdziwieniu wstał z siedzenia.

                Patrzyłam, jak Chris podszedł do drzwi wagonu i otworzył je.

              - Przebierz się, za parę minut będziemy na miejscu - ruchem głowy wskazał na okno

                 Po czym uśmiechnął się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Nie mogąc w to uwierzyć złapałam się za głowę i zamknęłam oczy. Musiałam pilnie napisać do Elli.



______________________________

Nawet nie wiecie,
ile miałam problemów z napisaniem tego rozdziału ...
Ale chyba to widać, prawda?


12 komentarzy:

  1. Nie widać, że miałaś z nim problem ;). Jak zwykle wyszedł Ci świetnie, a twoje opisy są nieziemskie! Jak ty to robisz?! Też bym się zastanawiała czemu tak nagle się do mnie facet odezwał jak ignorował mnie przez sześć lat. Myślę iż mu się po prostu podoba :D, ale to moje zdanie. Co się stało z jej przyjaciółką? Mam nadzieję, że w następnym rozdziale się to wyjaśni.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę duużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę być z Tobą szczera, prawda? Rozdział był tak jakby troszkę... wymuszony. (a już myślałam, że tylko ja mam przejściowe problemy z pisaniem :P) Ale nie martw się ;-) Mi też nie raz zdarzyło się, że pisałam miesiąc jeden rozdział i zupełnie nie wiedziałam, co mam pisać. Czasem brakowało mi pomysłów.
    Ale mimo wszystko bardzo mi się podobał ;-) Szczególnie te opisy łąk itd. Chris, Chris, Chris... Mi też się zawsze podobało to imię :D Hm... Mrrr :D Już mi się podoba. Ciekawa jestem... co nim kieruje? Może ma jakiś interes? Jakieś ukryte zamiary? A może po prostu mu się spodobała nasz bohaterka? :)
    No i zostaje pytanie... Co z Elly? Czyżby coś jej się stało? Co jej przeszkodziło w zjawieniu się w pociągu? Mam nadzieję, że wkrótce się tego dowiem! :)
    Zauważyłam, że zmieniłaś szablon na blogu. Bardzo mi się podoba ;-)

    Nie pozostaje mi nic innego jak pozdrowić Cię i czekać na nowy rozdział! Szkoda, że trzeba czekać aż tyle! Ach, wiem coś o braku czasu... No ale na szczęście jestem jeszcze na wakacjach :D I mam trochę czasu na pisanie.

    Swoją drogą pragnę zaprosić Cię na mojego bloga o tematyce... Cóż, wejdziesz, to zobaczysz ;-) Link zostawiam w 'sowiej poczcie' ;-)

    Pozdrawiam! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, ale jak to warto było na niego poczekać!
    Nawet nie wiem dlaczego, ale był taki wciągający i wciągający, normalnie tak jak działa na mnie kakao! ;O
    Kocham cię za to! ♥
    Christopher.. Mrau XD
    Przypadł mi do gustu. :D Normalnie jakbyś nadal tworzyła historię Hogwartu, ale.. No, ale trochę nowocześniej i bardziej romansowo.
    Bynajmniej, jego zachowanie było zaskakujące (jeśli naprawdę nigdy nie zwracał na nią uwagi).
    Ciekawam, co z Elly.. Hmm.. Mam nadzieję, że nie było tak, że Christopher chciał ją porwać i wciągnął Marissę w rozmowę, a jego koledzy się nią zajęli. O>O

    No, co tam domysły, ja ci życzę wiele weny bardzoo dziękuję za skomentowanie. ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest b. ciekawy . Dziekuje za polecenie go na moim blogu, ale gdybyś chciała go zareklamować to zapraszam do mnie :
    http://good-girls-love-bad-boyss.blogspot.com/p/reklamy_14.html
    (bez żadnych buttonów czy linków)

    OdpowiedzUsuń
  5. Praktycznie można powiedzieć, że wychowałam się na Harrym Poterze, więc opowiadania związane z tą tematyką czytam bardzo chętnie. Podoba mi się twój styl, fabuła także wydaje się ciekawa, dlatego na pewno będę stałą czytelniczką.
    Całe szczęście, że po tym lekkim spóźnieniu naszej bohaterce udało się znaleźć w pociągu. Ciekawe co by zrobiła, gdyby nie zdąrzyła, ha. Zastanawia mnie tylko, co się dzieje z jej przyjaciółką, że nie pojawiła się w pociągu. Coś mi tu zdecydowanie śmierdzi.
    Ale najdziwniejsza z tego wszystkiego jest chyba sprawa z tym całym Chrisem. Skoro wychodzi na to, że przez całą naukę w szkole raczej ze sobą nie rozmawiali, to czemu to nagle się zmieniło? Czy po prostu chłopak trochę się zmienił, czy może jednak to ma jakiś konkretny cel? Intrygujące, intrygujące. Ciekawi mnie to wszystko, dlatego informuj mnie o nowych rozdziałach u mnie na blogu w zakłądce SPAM. Byłabym naprawdę wdzięczna.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    {all--coming-back}

    OdpowiedzUsuń
  6. - Zauważyłam, Marisso - powiedział jak gdyby nigdy nic się nie stało, szelmowsko się przy tym uśmiechając.

    zauważyłem* xD

    Mi się tam podoba. :)
    Czekam na nn.
    Buziaki,
    Carmen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak :D Że tak powiem kwestia przyzwyczajenia ;)

      Usuń
  7. Rozdział jest świetny, nie widać, że miałaś z nim problem. Christopher jest bardzo intrygującą postacią, a jego nagłe zainteresowanie Marissą jest co najmniej dziwne. Widać, że ślizgon podoba się dziewczynie, ale czy ona podoba się jemu. No i co się stało Elli? Świetnie piszesz opisy, a rozdział bardzo szybko mi się czytało. Czekam na następny i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, że nie masz jeszcze zwiastunu.
    Jakbyś chciała to zapraszam : http://zwiastuny-na-blogaaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Weszłam tu z czystej ciekawości i nie żałuje.
    Uwielbiam Harry'ego Pottera a historie czyta się z wypiekami na twarzy.
    Widać że bardzo się starasz wszystko wpleść w jedną całość i naprawdę mi się to podoba.
    Lubię przede wszystkim oryginalność a u Ciebie to właśnie widzę.
    Takie historię sprawiają, że aż chce się czytać i czytać.
    Przede wszystkim do gustu przypadł mi Christopher i chyba tylko on najbardziej.
    I chyba nie tylko ja jedna go polubiłam.
    Ten chłopak ma coś w sobie.
    Coś takiego urzekającego już od pierwszych chwil, ale ja sama mam też słabość do takich postaci.

    pozdrawiam serdecznie i życzę weny.
    [http://wybranka-losu.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaciekawił mnie ten Chris :D Ciekawa jestem jak to dalej się potoczy :) Ja już go polubiłam. Rozdział bardzo krótki ale fajny :)
    Kiedy coś nowego?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń